Alergie - czy bengale nie uczulają

Warto wiedzieć » Alergie - czy bengale nie uczulają

  •  Aeni Bengal*Pl

Tekst pochodzi z grupy Koty Bengalskie

 https://www.facebook.com/groups/737798696957620/

Autor: Martyna Zalewska, konsultacje: administracja grupy Koty Bengalskie

 

 

ALERGIE - „Bengale nie uczulają”

Wieść gminna niesie, że podobno jeden polskich hodowców, a może nawet dwóch, albo i trzech, rozprzestrzenia tę jakże zaskakującą dla świata medycyny informację. Hurra! Żegnajcie leki antyhistaminowe i wziewne sterydy!

Ileż to ja już razy słyszałam, że Bengale nie uczulają, że uczulają mniej. Inne rasy pozwolę sobie tu przemilczeć. Gdyby to tylko było takie proste!

Zacznijmy od odczarowania dużego uproszczenia – alergii nie wywołuje, jak to się potocznie uważa, kocia sierść. Za powstawanie reakcji alergicznych w dużej mierze odpowiedzialne jest białko Fel d1, czyli sekretoglobina. Szacuje się, że około 70-90% osób, u których występują objawy alergii, reaguje właśnie na to białko. W świetle tej informacji jakże pięknie brzmi, gdy hodowca mówi, że bengale produkują mniej tego białka – alergik zaciera ręce – ha! Można kupować kuwetę, drapak i przytaszczyć kota do domu! W końcu! No, i gość w końcu wie co mówi – w końcu hodowca, w końcu się zna. Nic bardziej mylnego moi drodzy. Nie określono jaka ilość sekretoglobiny wywołuje uczulenie, mało tego – w wypadku każdego alergika sprawa ta jest bardzo indywidualna. U jednego objawy ustaną, u drugiego będą tak samo silne jak przy mruczku Babci Aliny zgarniętym z ulicy, u innego jeszcze silniejsze. Fel d1 znajduje się w ślinie kota, a że jak wszyscy wiemy, nawet „łyse” koty się wylizują, czyli wszystkie koty uczulają. Ponieważ sekretoglobinę wytwarzają też gruczoły łojowe skóry kota, to wraz z martwym naskórkiem (i nie mówię tu o płatach suchej skóry, a o drobinkach, które nie są widoczne gołym okiem) alergen unosi się w powietrzu, a my go wdychamy – kichamy, smarkamy, łzawimy, dusimy się, w zależności od preferencji naszego układu immunologicznego, który akurat postanowił walczyć z kocimi alergenami. Odczarowałam połowę?

Żeby było zabawniej zidentyfikowano drugie białko, które alergię na „kota” wywołuje. Jest to Fel d2 (albumina surowicy kota), które znajduje się w kocich siuśkach. I nie wystarczy ograniczyć sprzątania kuwety, radośnie zrzucając ten obowiązek na innych domowników. Żwirki pylą, kot roznosi je na łapkach po domu… Naukowcy twierdzą, że to właśnie Fel d2 jest największym winowajcą atopowego zapalenia skóry u dzieci. Mimo, że albumina surowicy kota uczula w mniejszym stopniu, to uczula. A wszystkie koty sikają. Nawet te bez sierści.

Teraz wsiadamy na rollercoaster: alergie krzyżowe (np. Fel d4 - lipokalina, Fel d3 - cystatyna), wyższa szkoła jazdy. W przypadku pomniejszych reakcji alergicznych na kota, nie ma co się jeszcze cieszyć, że jakoś to będzie. Niektóre reakcje alergiczne pojawiają się lub potęgują dopiero po kontakcie z innym alergenem. I tak w moim przypadku jest to wino. Po kieliszku trunku tulenie kota bywa męczarnią. Wolałabym nie ryzykować dołączenia do tego orzeszków ziemnych – podejrzewam, że taka kompilacja oznaczałaby dla mnie prędką wizytę na pogotowiu. Alergie krzyżowe, to nie do końca coś, czego możemy uniknąć po prostu nie wystawiając się na dane alergeny – pylenie też wzmaga u mnie reakcje alergiczne, także wiosną bywa wesoło. Ciekawym przykładem alergii krzyżowych jest również zespół "wieprzowina-kot". Twierdzi się, że około 1/3 osób podatnych na alergen Fel d4 odczuwa nieprzyjemności ze strony układu pokarmowego po zjedzeniu wieprzowiny, a są one objawem alergii krzyżowej właśnie.

Naukowcy nie tylko te trzy białka wskazują jako bezpośrednich sprawców alergii "na kota", jest ich więcej. Pod lupą mają Fel d5, Fel d6, Fel d7, Fel d8 - pomniejsze alergeny.

Nikt nie zagwarantuje, że kot jest hipoalergiczny (to określenie śmieszy mnie najbardziej). Testy często dają zafałszowany obraz stopnia naszej podatności na alergię, nikt nie testuje wszystkich białek z grupy Fel d.  Podejrzewa się też, że koty chore, zarobaczone, zaniedbane uczulają bardziej. Nikt do końca nie wie czemu, może dlatego, że nikt nie chce męczyć chorego zwierzaka dodatkowymi testami i eksperymentami.

Odczulanie, czyli immunoterapia swoista, mająca na celu przyzwyczaić nasz organizm do obecności alergenu i sprawić, że nie będzie z nim walczył, też nie dają gwarancji poprawy. Skuteczność odczulania na sierść zwierząt jest niska, a w okresie odczulania nie możemy mieć w domu kota.

Reakcje alergiczne mają to do siebie, że są bardzo indywidualne, a podłoże ich występowania nie zawsze przewidywalne. Można uczulić się (lub odczulić) po dłuższej ekspozycji na alergen, alergia może z czasem się wyciszać, lub potęgować.

Efekty kontaktu z alergenem można obserwować czasem dopiero po kilku lub kilkunastu godzinach.

To istna loteria.

Nie mam zamiaru kategorycznie odradzać alergikom posiadanie kota – to wasza decyzja, moim celem jest to, żeby była podjęta maksymalnie świadomie, bez narażania siebie i zwierzęcia na niepotrzebny stres.

Jeśli chodzi o mnie, to żyję na lekach – była to świadoma i przemyślana decyzja, obarczona sporym ryzykiem dla mojego zdrowia i silnym postanowieniem, że choćby nie wiem co, koty ze mną zostają.

Pamiętajcie proszę, że objawy alergii nie zawsze da się wyciszyć lekami i wtedy mamy dwie tragedie – problemy zdrowotne i konieczność szukania nowego domu dla kota, a koty bengalskie bardzo przywiązują się do właściciela, zmiana domu bywa trudna i traumatyczna dla zwierzaka.

I najważniejsze w tym wszystkim, choćby pewne osoby miały mnie ukamienować, nie boję się tego prosto z mostu przekazać: żaden, absolutnie ŻADEN, szanujący się hodowca, który kocha swoje koty i wie choćby odrobinę o alergiach, nie będzie wprowadzał nikogo w błąd twierdząc, że bengal to kot dla alergika. Nie. Jeżeli usłyszeliście takie słowa, z ust „hodowcy” to pora brać nogi za pas i kota od niego nie kupować.

Z jego słów przebija brak wiedzy, niestety do tego często podszyty chęcią zysku i sprzedania kotów za wszelką cenę – nawet jeśli ta cena miałaby być tragiczna w skutkach dla was i dla kociaka.

Jak zatem „sprawdzić”, czy nasza alergia nie stanie na drodze do posiadania kota? Zalecam wizytę u lekarza alergologa, wykonanie testów z krwi, a przede wszystkim odwiedziny w hodowli. Kilka razy w odstępach tygodnia, dwóch, trzech, należałoby spędzić w hodowli 2-3 godziny na kawce, pogaduchach i w otoczeniu kotów. Po pierwsze będziecie mieć okazję poznać hodowcę i jego zwierzaki, po drugie, da wam to jakieś ogólne pojęcie o stanie waszej alergii. I zaznaczam, że moje porady dotyczą zdrowia osób dorosłych – przyszłego właściciela kota, który może być alergikiem.  Jeżeli alergię ma inny domownik, dziecko, czy partner – myślę, że nikt z nas nie ma prawa podejmować decyzji o kupnie kota i ryzykować czyimś zdrowiem.

Artykuł oparty jest na mojej wiedzy, badaniach naukowych i doświadczeniach: za mną całe 30-lat mniej lub bardziej nierównych potyczek z alergią.

 

Autor: Martyna Zalewska, konsultacje: administracja grupy Koty Bengalskie