Koronawirus w hodowlach kotów - FIP

Warto wiedzieć » Koronawirus w hodowlach kotów - FIP

  •  Aeni Bengal*Pl

Bardzo dużo mówi się ostatnio w mediach o koronawirusach w kontekście 2019-nCoV, oficjalnie nazwanym COVID-19, a także poprzednich mutacjach SARS i MERS. Są to choroby bardzo groźne dla ludzi, które zbierają swoje śmiertelne żniwo w wielu krajach na całym świecie. Koronawirusy są obecne w środowisku od zawsze i nie jest to nic nadzwyczajnego. Zwykle wywołują tylko niegroźne przeziębienia. Jednak jak wszystkie wirusy podlegają mutacjom i stąd raz na jakiś czas dochodzi do epidemii. Jakkolwiek samym koronawirusem człowiek zaraził się od zwierząt, to do mutacji w każdym z tych przypadków doszło w organizmie człowieka powodując dużą zaraźliwość właśnie wśród ludzi.

Powszechnie wiadomo, że na wirusy nie ma leków, a samo leczenie polega na podnoszeniu odporności, wzmacnianiu organizmu i działaniach mających na celu złagodzenie objawów. Organizm sam najczęściej radzi sobie z infekcją, choć przy tych najbardziej zjadliwych wirusach zabójcze dla organizmu są powikłania i choroby współistniejace. Tyle o ludziach. A jak to się ma w odniesieniu do kotów? Koty niestety nie są wolne od koronawirusów. U kotów za zachorowania odpowiedzialny jest Feline Coronavirus – FcoV, wirus z grupy alfa. Dla znakomitej większości hodowców to bomba, która czeka tylko na eksplozję. Dla tych szczęściarzy, którzy jeszcze tego nie poznali to tylko kwestia czasu...

Patogeneza choroby jest trochę inna niż u ludzi. U ludzi koronawirusy wywołują objawy ze strony układu oddechowego, u kotów zaś ze strony układu pokarmowego, a ściślej mówiąc głównie objawy jelitowe. Tak jak występują powszechnie u ludzi, tak samo występują u kotów wywołując jedynie niegroźne, szybko i samoistnie przemijające biegunki,  niekiedy łagodne wysięki z nosa i oczu. Wywołuje je jelitowy koronawirus FECV. Jednak nie byłby sobą jakby raz na jakiś czas nie zmutował. I tym sposobem w organizmie kota dochodzi do mutacji koronawirusa FECV do postaci FIPV i choroby, którą określa się mianem FIP – Feline Infectious Peritrinitis lub zakaźne zapalenie otrzewnej. Śmiertelna, wyniszczająca, okropna choroba, która póki co jest nieuleczalna. FIP zbiera swoje śmiertelne żniwo w hodowlach, w dużych skupiskach kotów np. w schroniskach czy domach tymczasowych. Ludzki koronawirus też świetnie się miewa w dużych skupiskach ludzi. Choć zdarzają się zachorowania pojedynczych kotów, a dzieje się tak dlatego, że wirus koci w przeciwieństwie do ludzkiego, może mutować w organizmie kota z opóźnieniem. O ile infekcja ludzka odbywa się tuż po zarażeniu, a czas inkubacji to około 10 dni i następuje choroba, o tyle u kota, który zetknął się z koronawirusem sam wirus może być obecny wiele miesięcy, a zmutuje dopiero w sprzyjających dla siebie warunkach. I nie u każdego kota, który się z koronawirusem zetknął. Jak w bardzo niebezpiecznej grze z pistoletem zwanej rosyjską ruletką.  Szacuje się, że FECV zmutuje do postaci FIP u 5-10%  zainfekowanych koronawirusem kotów. Biorąc pod uwagę, że 90-95% może spać spokojnie to nie dużo, jednak największa bolączka i tragedia tej choroby polega na tym, że nie wiadomo, na którego kota padnie śmiertelna wyliczanka. Jak w rosyjskiej ruletce... I inaczej niż w przypadku ludzkiego zachorowania spowodowanego zmutowanym koronawirusem nie ma wyleczeń. Śmiertelność spowodowana FIP wynosi 100%. U ludzi śmiertelność z powodu SARS wynosiła 1%, w przypadku COVID-19 póki co wynosi trochę ponad 3% w stosunku do ogólnej liczby zarażonych. U kotów jak napisaliśmy wyżej stosunek ten wynosi 5-10%, ale każdy kot u którego zdiagnozowano mutację (FIP) niestety zapłaci najwyższą cenę czyli całe 5-10% umiera. Przypomnijmy, że u ludzi zdiagnozowanie zmutowanej infekcji koronawirusowej nie oznacza w 100% śmierci. Dlatego dla wszystkich hodowców i właścicieli kotów taka diagnoza to szczególna tragedia, bo nic nie można z tym zrobić i nie pozostawia nadziei na szczęśliwe zakończenie.

Do czynników ryzyka wystąpienia mutacji koronawirusowej u kotów zalicza się:

- stres, a raczej chwilowe obniżenie odporności spowodowane stresem, np. zmiana domu, szczepienie, pojawienie się nowego członka rodziny, sterylizacja, przeprowadza itp.

- wiek poniżej 1 roku życia lub wiek około 5 lat

- często pisze się, że występuje częściej u kotów rasowych, jednak prawdopodobnie tylko dlatego, że koty rasowe są po prostu hodowane w skupiskach. W ostatnich latach zjawisko wzmożonego zachorowania na FIP zaobserwowano również w schroniskach i domach tymczasowych.

- choroby współistniejące – wirus białaczki, zespół niedoboru immunologicznego, choroby nerek

 

Do zarażenia dochodzi poprzez odchody, wspólne kuwety, ponieważ właśnie w kale kotów nagromadzenie wirusa jest największe, ale także poprzez ślinę i krew podczas kocich walk, stąd szacuje się, że od 20 -60% kotów domowych , wielorasowych mogło mieć styczność lub może być nosicielami tego wirusa. 

Mutant FIPV  opanowuje organizm bardzo sprytnie chowając się i namnażając w makrofagach i monocytach, a jak wspomnieliśmy wcześniej związane jest to najczęściej z chwilowym obniżeniem odporności, a w związku z tym szczególną aktywnością odpornościowych strażników makrofagów, które w ten sposób stają się niejako koniem trojańskim i roznoszą zjadliwy wirus po całym organizmie. Dochodzi do choroby nazywanej zakaźnym zapaleniem otrzewnej lub w skrócie FIP, a  mającej dwie postaci” wysiękową i bezwysiękową. 

Postać  wysiękowa (mokra) jest charakterystyczna ze względu na gromadzenie się płynu w jamach otrzewnej. Choć zawsze należy pamiętać, że wysięki mogą być wywołane również przez inne choroby. Postać bezwysiękowa (sucha) charakteryzuje się zmianami ziarniniakowymi na wielu organach wewnętrznych, choć te też nie są zarezerwowane tylko dla FIP. I dlatego bardzo trudno lekarzom weterynarii szybko i jednoznacznie postawić diagnozę. Do objawów, które może zaobserwować właściciel to brak apetytu, osowiałość, wysoka gorączka. Przy postaci wysiękowej to również powiększenie się brzucha, spowodowane nagromadzeniem płynu w jamach otrzewnej,  trochę tak jakby kot za mocno się najadł. Pojawia się wtedy duszność i trudności w oddychaniu. Przy ziarniniakach, które atakują niemal wszystkie narządy, również gałki oczne, może dochodzić do krwawych wybroczyn w przedniej komorze oka lub do objawów neurologicznych jeśli zaatakowany jest mózg, takich jak oczopląs, niezborność ruchów, porażenia. Bywa, że zdarza się niecharakterystyczna postać mieszana. Postać wysiękowa po pobraniu płynu z jam ciała może być zdiagnozowana przyżyciowo. Przy postaci bez wysiękowej jest to o wiele trudniejsze. Niestety oznaczenie miana przeciwciał we krwi nie ma żadnej wartości diagnostycznej z powodu identycznych przeciwciał niegroźnej postaci jelitowej jak i zjadliwej FIP. Stąd decyzja o eutanazji nigdy nie powinna być postawiona na podstawie wysokiego miana przeciwciał w testach serologicznych. Jedną z metod, która pozwala wykryć obecność mutacji  jest badanie PCR dostępne w Polsce od 2014 r. polegające na wykrywaniu obecność mutacji M1058L lub S1060A w obrębie białka S koronawirusa. Choć skuteczność tego badania jest wysoka to bywa, że przy postaci bezwysiękowej badanie daje wynik fałszywie ujemny, a postawienie diagnozy często jest stawiane dopiero pośmiertnie.

Leczenie obejmuje jedynie poprawienie komfortu pacjenta, obniżanie odporności poprzez podawanie immunosupresantów, żeby zmniejszyć ilość makrofagów roznoszących śmiertelny ładunek i łagodzenie objawów na bieżąco według potrzeb. Przebieg choroby jest ostry lub nadostry, Przy postaci bezwysiękowej  i właściwej opiece nad pacjentem może przebiegać wolniej. Jednak zawsze kończy się śmiercią dlatego bardzo często bywa, że właściciel musi podjąć decyzję o poddaniu pupila eutanazji, aby nie zadawać mu niepotrzebnego cierpienia.  

Choć potocznie chorobę określa się nazwą zakaźne zapalenie otrzewnej, to nie ma dowodów na to, że kot chory na FIP zaraża FIPem inne koty w stadzie. Wszystko wskazuje na to, że mutacja u poszczególnego kota jest osobnicza. Co prawda w laboratoryjnych warunkach udało się zarazić zdrowe koty płynem pobranym z otrzewnej i wywołać FIP, jednak nie obserwuje się takiego zjawiska w skupiskach kotów, gdzie zazwyczaj choruje tylko jeden kot, a reszta stada pozostaje zdrowa. Prawdopodobnie dzieje się tak, ponieważ namnażanie się wirusa FIPV, jak wspomniano wyżej, odbywa się w makrofagach, więc nie jest wydalany wraz z kałem tak jak jego jelitowy pierwowzór. Nie ma więc wskazania do izolowania chorego kota od pozostałych kocich towarzyszy, aczkolwiek zaleca się zastosowanie większej higieny otoczenia kotów.

Od ponad roku dochodzą do nas informacje o zastosowaniu w leczeniu inhibitora proteazy GC376 oraz inhibitora transkrypcji RNA GS441524. Z doniesień Uniwersytetu Kalifornijskiego Davisa działającego we współpracy z Uniwersytetem Stanowym w Kansas i Uniwersytetem w Wichita wiemy, że w laboratoriach uzyskano zadowalające efekty leczenia laboratoryjnego i terenowego przy nieneurologicznych postaciach FIP, a dalsze badania uzyskały zielone światło do badań na szerszej grupie kotów. Cały czas trwają też badania nad wyleczeniem postaci neurologicznych, choć z gorszym skutkiem, ze względu na trudność przekroczenia bariery krew-mózg. Jednocześnie wielu właścicieli chorych pupili sprowadza inhibitory dostępne na czarnym rynku z Chin za kwoty sięgające kilku, a nawet kilkunastu tysięcy złotych i podejmuje leczenie. Wieści o wyleczeniach dają dużą dozę nadziei , że skuteczny lek może się pojawić na rynku za dwa-trzy lata. Cały świat hodowlany wypatruje leku, bo ilość kocich istnień jaką pochłonął do tej pory FIP to prawdziwy dramat dla  hodowców, właścicieli i opiekunów kotów. Z pewnością przygląda się też temu z nadzieją cały świat, bo może to być szansa na pokonanie takich wirusów jak HIV, HPV, WZW typu C czy innych wirusów nieuleczalnych to tej pory w ludzkiej medycynie. A być może w przyszłości taka pandemia jak ta spowodowana 2019-nCoV oficjalnie nazwanego COVID-19 w ogóle nie zaistnieje.

Na koniec muszę dodać, że w żadnym wypadku nie należy bać się przeniesienia kociego koronawirusa na człowieka. Nie ma takich doniesień nigdzie na świecie, aby obecność kota, który miał styczność z kocim koronawirusem miała jakiekolwiek negatywne skutki zdrowotne dla człowieka. Wręcz przeciwnie, mówi się, że posiadanie kota lub psa może pomóc wytworzyć przeciwciała na koronawirusa u ludzi, jednak są to informacje niepotwierdzone naukowo. Zachowanie podstawowych zasad higieny, używanie detergentów i środków do dezynfekcji z powodzeniem likwiduje koronawirusy z otoczenia.

 

 aktualizacja: 11.02.2020 r.                                                       autor: aenibengal